Annc
twórczo

O produktywnym gapieniu się w ekran

Kierunek studiów wybrałam zbyt pochopnie. Z perspektywy czasu wiem, że kolokwialnie mówiąc, dałam ciała. Nie wybrałam tego co lubiłam, co mnie interesowało, a to co, w moim głupim odczuciu, powinnam. Kierunek artystyczny? Moi rodzice na sam wydźwięk tego zwrotu dostawali dreszczy. Psychologia? To będzie doskonale wyglądać w CV. Wierzcie mi, gdybym mogła pogadać ze sobą w czasach około maturalnych strzeliłabym się w twarz. Mocno. 

Wszystko co mnie interesowało musiałam przerobić sama. Podstawy tworzenia stron internetowych? Sama. Projektowanie graficzne? Sama. Obsługa potrzebnych programów? Sama. Dodajcie do tego jeszcze milion małych celów i problemów, z którymi musiałam się zmierzyć, by być tu gdzie teraz jestem i umieć to co umiem. Nadal jednak mam wrażenie, że do tego co chcę osiągnąć i jak chce się rozwijać brakuje mi bardzo wiele, dlatego studia artystyczne są moim wielkim marzeniem, które spełnię gdy tylko odchowam dzieci i będę mogła bez straty dla nich uciekać z domu w weekendy. Tym razem pójdę tam po wiedzę, nie po dyplom.

Jak uczyłam się samodzielnie?

To była droga przez mękę. Odejmijcie sobie jakieś 15 lat i pomyślcie na jakim poziomie był wtedy internet. Fora gdzie każdy udawał, że jest mądrzejszy niż był w rzeczywistości, marnej jakości filmy instruktażowe na youtube, przy których trzeba było zmieniać kontrast monitora, aby cokolwiek zobaczyć. Książki? Pewnie. 400 stronnicowa książka z obsługi Photoshopa, konia z rzędem temu kto przez to przebrnął. Że już nie wspomnę o tym, że gdy 13 latka mówi rodzicom, że chce program graficzny za kilka tysięcy złotych to oni raczej nie przyklaskują temu z ochotą. Oczywiście uczy się instalować cracka do pirackiej wersji i nie wie co ją bardziej przeraża- pukająca do drzwi domu policja czy pukająca do drzwi pokoju mama, która właśnie zorientowała się, że ukochana córka kradnie programy. Kursy? Webinary? Ebooki? Nic. A sam internet? Łączenie przez modem, blokowanie rodzicom linii telefonicznej tak często, że założyli mi drugą, JPG wczytujący się w czasie, gdy robiłam sobie herbatę. Za osobiste osiągnięcie uznaję to, że nie porzuciłam tego w cholerę, musiałam być strasznie zawziętym dzieciakiem.

Jak dziś uczyć się samodzielnie?

Przysięgam, jesteśmy w raju! Zaczynając od grup na facebooku, na których można zapytać o każdą możliwą pierdołę, przez świetnej jakości tutoriale, które krok po kroku prowadzą cię za rączkę, każą kliknąć w odpowiednim miejscu i robią ,,brawo, brawo” gdy ci się uda, po niezliczoną ilość publikacji na blogach z ,,10 rzeczami, które musisz wiedzieć o…” lub z ,,10 rzeczami, które robisz źle”. Chcesz inspiracji? Idź na Pinterest. Chcesz zobaczyć jak ,,to” się robi na zachodzie? Idź do Empiku i kup sprowadzane zza granicy magazyny. Masz problem i nie wiesz jak go rozwiązać? Jeśli dobrze sformułujesz pytanie google pokaże ci 15 tysięcy potencjalnych odpowiedzi w 0,56 sekundy. Może być lepiej?

Ogrom wiedzy ma jednak swoje minusy, bo trzeba umieć oddzielić ziarno od plew. Publikować tutoriale może każdy. Udzielać rad może każdy. Każdy też przekazuje informacje zgodnie ze swoją wiedzą i przekonaniami o słuszności poczynań, więc niejednokrotnie będziecie w sytuacji gdzie ktoś wam polecił robienie czegoś w sposób A, a kto inny powie, że A jest do bani, jedyne co się sprawdzi to B. Cierpliwości, nie zniechęcajcie się, na drodze rozwoju w każdej dziecinie są małe sukcesy, ale dużo częściej uderzasz twarzą w znak z napisem ,,próby i błędy”.

Część źródeł jest płatna, ale to zrozumiałe, bo ktoś nie dość, że sam poświęcił czas (i prawdopodobnie środki) na zdobycie tej wiedzy, to przygotował materiały, a jednocześnie musiał nabyć wiedzę jak uczyć i tłumaczyć, by inni zrozumieli. Sama jakiś czas temu chciałam wam przygotować tutorial i jest to po prostu trudne. Jednak czy jakość idzie w parze z ceną? Niestety, nie zawsze. I rozumiem opór przed wydaniem 20$ na kurs czy webinar, który po prostu może wam się nie przydać i rozminąć z waszymi oczekiwaniami. Do dziś zapamiętam kurs, który kupiłam za 35$ i niestety przerwałam po 18 minutach, bo najzwyczajniej w świecie nie byłam w stanie słuchać prowadzącego, który nie dość, że miał drażniący dla ucha tembr głosu to dodatkowo mówił w tzw. ,,Indian English”. Samej stronie merytorycznej nie miałam nic do zarzucenia, ale kurs był dla mnie bezużyteczny, bo aby go przejść musiałabym spędzić z tym lektorem prawie 10 godzin.

Po przydługim wstępie chciałabym polecić wam coś co odkryłam niemal rok temu. Wspaniałe, cudowne, cieplutkie źródełko dobrej jakości wiedzy. Przedstawiam wam…

SKILLSHARE

To platforma z wysokiej jakości kursami wideo na chyba każdy możliwy kreatywny temat. Ilustracja, animacja, film, fotografia, projektowanie graficzne, projektowanie ubrań, programowanie, rękodzielnictwo, a także tematy pokrewne jak np. jak planowanie strategii w biznesie, prowadzenie kanałów społecznościowych czy sprzedawanie produktów na etsy. Jeszcze nie zdarzyło mi się tam nie znaleźć tego czego potrzebuję. Oczywiście nie zawsze znajdę odpowiedź na swoje pytania w pierwszym znalezionym linku, czasem nie trafia do mnie sposób przedstawiania treści, czy osoba prowadzącego, ale na miejsce kursu, który mi nie odpowiada, znajdę kolejnych 10. Minus? Skillshare zrzesza ogromną społeczność więc nie jest po polsku, a jedynie w języku angielskim, ale dzięki bardzo dokładnym filmomkażdy, nawet z podstawową znajomością języka powinien sobie poradzić.

To idealne miejsce nie tylko dla tych, którzy chcą rozwijać istniejące już umiejętności, ale także dla tych, którzy dopiero chcą zacząć, a kompletnie nie mają pojęcia od czego. Jak montować filmy, robić i obrabiać zdjęcia, jak ogarnąć szydełkowanie, czym różni się overlock od zwykłej maszyny do szycia, jak samemu zaprojektować swoje logo, jak malować akwarelami, jak stworzyć bloga czy jedyne w swoim rodzaju zaproszenia na urodziny dziecka. Jeśli szukasz hobby, które będziesz mogła wykonywać z poziomu własnego mieszkania to jest to zdecydowanie miejsce dla ciebie.

Jak używać?

Wystarczy stworzyć profil (można za pomocą facebooka, konta google lub po prostu adresu emailowego), wybrać kategorie, które cię interesują (moda, projektowanie, fotografia, ilustracja, produkcja filmowa, rękodzielnictwo i wiele innych) i Skillshare sam dopasuje newsfeed do twoich zainteresowań. Nie zobaczysz nic co cię nie interesuje, żadnego zaśmiecania.

Kursy możesz wyszukiwać po tagach czyli hasłach kluczowych, jeśli masz problem z nazwaniem czegoś użyj translatora google, fachowe nazewnictwo potrafi przysporzyć problemów, szczególnie na początku. Możesz też użyć drzewa kategorii, które w przeglądarce na komputerze masz po lewej stronie. Po wyszukaniu potencjalnie interesujących cię kursów możesz wybrać preferowany czas trwania- przedziały od szybkich akcji w mniej niż 15 minut, po sporą dawkę wiedzy przekazaną w więcej niż godzinę, może potrzebujesz szybkiego zapoznania z tematem, albo konkretniejszego zgłębienia, a może po prostu nie masz czasu. Kursy możesz zapisywać na później (co najlepsze, zapisane lekcje też możesz przeszukiwać pod kątem tagów i czasu trwania), możesz również zapisywać ulubionych prowadzących, aby widzieć czy udostępnili coś nowego.

Każdy kurs, który otworzysz jest podzielony na rozdziały, w każdej chwili możesz przestać oglądać, zapauzować, a później wrócić tam gdzie skończyłaś (czego nie umożliwiają np tutoriale na youtube), aplikacja Skillshare na tablecie czy telefonie działa równie dobrze co w oknie przeglądarki, dlaczego więc nie wykorzystać godzin spędzonych na karmieniu dziecka czy siedzeniu w poczekalni u lekarza, na rozwijanie własnej wiedzy? Mam też dobrą wiadomość dla estetów- wszystko jest nagrywane w naprawdę dobrej jakości.

Skillshare w wersji podstawowej jest bezpłatny, to naprawdę świetna wiadomość. I nie, nie ma tam reklam! Opcja premium (czyli z comiesięczną, płatną subskrypcją) umożliwia korzystanie z klas, czyli grup, które pozwalają na zadawanie pytań prowadzącemu i innym uczestnikom kursu, wymianę opinii o swoich pracach i efektach, a także pobieranie wybranych kursów na urządzenie (tablet czy telefon) i oglądanie ich offline, gdy nie macie dostępu do internetu. Premium co miesiąc ściąga z karty 12$, ale pierwsze 30 dni możecie testować ją za darmo (bez konieczności przedłużania). Jeśli się na to nie zdecydujecie to nadal możecie korzystać ze Skillshare na podstawowych warunkach.

Jeśli zarejestrujecie się przez mój link (O TU), dostaniecie 2 miesiące premium za darmo. Ten post nie jest sponsorowany, a stworzony z czystej miłości, ale jeśli zdecydujecie się na przejście na płatną subskrybcję za pomocą mojego linka, ja dostanę miesiąc w prezencie.

 

Dajcie koniecznie znać co myślicie.