Annc Dąbrowska
codziennie

Wanda

Dokładnie 14 dni temu przywieźliśmy do domu drżącą, szorstkowłosą suczkę. Po dwóch tygodniach mogę powiedzieć o niej coś więcej. Oto i ona.

Mieć psa czy nie mieć psa?

Gdyby Gabryś miał powiedzieć o co najczęściej się ścieraliśmy, powiedziałby: ,,o psa”. To prawda. Ja byłam uparta przy swoim, że dom bez psa to nie dom, że dla dzieci to mega frajda, że jesteśmy w idealnej sytuacji by przygarnąć czworonoga. Gabryś miał swoje racje, zamartwiał się obowiązkami, zniszczeniami w domu, socjalizacją z kotami. Kompromis nie wchodził w grę, nie da się trochę mieć psa, a trochę nie mieć. W końcu powiedział: rób co chcesz.

Albo dzieci albo pies

Przez kolejne półtora roku (serio) wysyłałam mu ogłoszenia ze schronisk i fundacji. ,,Dzwoniłaś? Zadzwoń!”. Nie mieliśmy szczęścia. Albo pies miał już swoje miejsce, albo odbijaliśmy się od ściany. Nie jestem w stanie zliczyć ile ankiet wypełniłam, ile rozmów przeprowadziłam, nic. Dlaczego? Odrzucano nas ze względu na posiadanie dzieci. Brzmi to absurdalnie, ale tak było. Parę razy powiedziano mi to wprost, parę razy zasugerowano, parę razy po prostu przestawano się odzywać.

Sprawa była niezręczna i… przykra. Byłam coraz bliższa byłam decyzji, by wybrać dobrą hodowlę (miałam już kilka na oku), zapłacić za psa kilka tysięcy i przestać się czuć jak niepoważny i nieopowiedzialny człowiek, wychowujący dzieci ze skłonnościami do sadyzmu. Oczywiście rozumiałam obawy pracowników fundacji i schronisk, jednak rozczarowanie za rozczarowaniem, nie służyło racjonalizowaniu sytuacji. Zwłaszcza, że nikt nigdy się z nami nie spotkał, nie pogadał, nie poznał moich córek, po prostu z góry założył, że nie nadajemy się do tego by przygarnąć czworonoga.

Z kupnem psa miałam, swego rodzaju, problem etyczny: przez facebook przewijało się mnóstwo ogonów, które naprawdę potrzebowały domu i pomocy, a ja po prostu chciałam mieć psa. Mógł być gruby, chudy, po przejściach, z ogonem czy bez. Nie mam nic do ludzi, którzy kupują zwierzaki z hodowli, sama wychowywałam się przy psach rodowodowych, ale czułam, że pierwszy pies dziewczynek powinien być adoptowany, bo jednym z najsmutniejszych momentów w życiu Mani, był ten, kiedy dowiedziała się, że istnieje coś takiego jak schronisko, gdzie zwierzęta nie mają pana, nikt się z nimi nie bawi i nie zabiera na spacery. Jak później powiedzieć dziecku, że jej przyjaciel został kupiony, gdy tyle psich odrzutków czeka na dom?

,,Dziewczyna Batmana”

To był piątek. Późnym wieczorem scrollowałam facebooka i zobaczyłam post udostępniony przez naszego znajomego. 6 miesięczna sunia, znaleziona na ulicy, łagodna dla dzieci, nie niszcząca, nie mogła zostać w obecnym domu, bo jak się później dowiedzieliśmy, dziecko, z którym mieszkała miało astmę i zbyt silnie na nią reagowało. Godzinę drogi od Warszawy, zupełnie serio, pojechałabym po nią do Zakopanego.

W sobotę dogrywaliśmy szczegóły, w niedzielę siedzieliśmy już w samochodzie. We dwoje, bo uznaliśmy, że dla adopciaka godzinna podróż samochodem, z soundtrackiem z ,,Trolli” w tle i jękami, czy daleko jeszcze, nie będzie szczytem marzeń. Całą akcję przeprowadziliśmy w tajemnicy przed dziewczynkami, bo nie chcieliśmy ich rozczarować gdyby coś poszło niezgodnie z planem. Bagażnik mieliśmy załadowany jedzeniem, posłaniem, przysmakami i wszystkim, co wg przemiłej pracownicy sklepu zoologicznego, mogło się nam przydać. Godzinę i tonę stresu później dotarliśmy na miejsce. Po wejściu do mieszkania przez pierwsze 3 minuty nie mogłam jej się nawet przyjrzeć, bo cały czas biegała. Zabraliśmy ją dosyć szybko, bo nie chciałam przedłużać momentu pożegnania z tymczasową panią i jej dziećmi, nawet nie wyobrażam sobie jak musiało być im smutno, mi samej szkiły się oczy.

Droga powrotna zajęła, w mojej głowie, chwilę. Była z nami, była nasza, a w domu, niczego nieświadome, czekały…

Marianka i Tosia

Pierwsza reakcja: bezcenna. Marianna zaniemówiła, co wierzcie mi, niemal się nie zdarza. Tosia, która jest straszną psiarą podskakiwała przez następną godzinę. Jeśli Wanda do kogoś przekonała się od razu, to właśnie do nich. Dała się pogłaskać, obwąchała i oddała się zabawie. Chwilę później byliśmy już na pierwszym spacerze i u zaufanego weterynarza, aby zobaczyć czy nie dzieje się nic wymagającego szybkiej interwencji.

Mogłabym teraz opisać problemy jakie wyniknęły z kontaktów dziewczyn z Wandą, ale… nie wyniknęły. Chyba, że za problem można uznać fakt, że psina łazi za nimi krok w krok, kładzie się na ich kolanach gdy tylko usiądą, a podczas zabawy klockami z radością rozwala ich konstrukcje. Kiedy sie podekscytuje, próbuje je podgryzać, ale nauczyliśmy je, by zdecydowanie kończyły zabawę, a do aktywności z małą używały szarpaka albo piłki.

Dziewczyny są opiekuńcze, delikatne, szanują jej granice (jak chowa się w posłaniu, to znaczy, że odpoczywa), a Wanda jest najbardziej wygłaskanym i wycałowanym psem w województwie. Nie mam danych statystycznych, ale na pewno tak właśnie jest.

Koty

Jak pewnie wiecie, mamy w domu dwie kocie osobowości, płci niepełno-męskiej (kastraci). Koty mają około 5 lat i były jedną z większych niewiadomych sprowadzenia psa do domu. Pierwsze dwa dni polegały na obserwacji z wysokości, później przyszła ciekawość i obwąchiwanie się. Teraz balansują na granicy wzajemnego ignorowania się i wesołej gonitwy, ale nic nie wskazuje na to by miała się polać krew czy stać krzywda. Gdy kot ma dość- prycha, Wandzia jest mądra i się wycofuje. Śpią w jednym pokoju, jedzą w odległosci 0,5 metra od siebie, czasem piją z jednej miski, w tym samym momencie.

Czarny scenariusz się nie spełnił. Wojny nie ma.

Wanda jaka jest, każdy widzi

Wanda jest entuzjastką, cieszy się, ze wszystkiego co robimy. Potrafi nas witać po tym jak wychodzimy spod prysznica, albo gdy wróciliśmy ze zsypu po wyniesieniu śmieci. Daje niesamowity kontrast do naszej relacji z kotami. Jasne, koty są kochane, puszyste i do tulenia (czasem), ale są też charakternymi i humorzastymi indywidualistami. Ona zawsze chce się przytulać albo bawić, potrafi przerwać jedzenie żeby się pogłaskać przez kilka sekund, bo akurat ktoś przechodził. Jest skoncentrowana na nas i naszych reakcjach, gdy coś przeskrobie kuli uszy i przeprasza, a kiedy ostatnio miałam słaby moment, wlazła mi na ręce i probowała wylizać mi twarz. Uwielbia jeździć samochodem, ma specjalny pas dopinany do szelek i dumnie zajmuje miejsce między fotelikami dziewczyn. Ma słabość do spania w łóżku, co w 97% udaje nam się ukrócić, a jej uszy są sławne na osiedlu, ale…

Nie jest idealnie…

Przez pierwsze dni nie odstępowała nas na krok i naprawdę mam to na myśli, bo kiedy gotowałam w naszej mikro kuchni, Wanda potrafiła chodzić za mną od szafki do szafki, zawsze tak, żeby jej bok dotykał mojej nogi. Chodziła za nami do łazienki, od punktu, do punktu, była mocno zmieszana gdy jedno z nas było w łazience, a drugie w pokoju więc biegała raz tu, raz tu. Teraz możemy jej zniknąć z oczu, ale zostawienie jej samej kończy się piszczeniem i wyciem. Może musi się upewnić, że zawsze wrócimy?

Do niedawna spacer, nikomu z nas, nie kojarzył się z przyjemnością. Ona bała się wszystkiego, od ludzi, po samochód, kosz na śmieci, wiatr czy padający deszcz. Na przemian albo biegła sprintem dookoła bloku (na smyczy, więc my za nią) albo zatrzymywała się, kuliła ogon i stwierdzała, że w sumie to ona nigdzie nie idzie. Trzeba było ją wynosić z mieszkania, wnosić do windy. Teraz cieszy się na widok smyczy i szelek, lubi windę (paca łapą, żebym otworzyła drzwi), spacery są nadal lekkim stresorem, ale daje się pogłaskać sąsiadom, poznaje okoliczne psy, ma swoje ulubione miejsca i coraz częściej nie da się jej zaciągnąć do domu. Niestety w poprzednim domu, ze względu na chorobę opiekunki, była nauczona załatwiać się na podkłady, więc cały czas walczymy z tym, żeby kojarzyła spacer z potrzebami, w tej materii też mamy ogromny progres.

Przed nami jeszcze podstawowe szkolenie dla psiej młodzieży, ale mam wrażenie, że rozumiemy ją coraz lepiej. Spacery i uczenie jej nie jest tak problematyczne jak się wydawało, właściwie w jej obecności tylko zyskaliśmy. Więcej spacerujemy, wcześniej wstajemy i zawsze, nawet w najgorszy dzień, możemy spędzić chwilę z kimś kto uważa nas za ósmy cud świata.

 

Więcej Wandzi znajdziecie na moim instagramie.

You Might Also Like...

No Comments

Leave a Reply