Annc Dąbrowska
nerd
Lifestyle

Ratunku! Mój mąż jest nerdem!

Mój partner jest raczej wolny od zasięgu moich działań w socialmediach. Ale dziś jest bardzo szczególny dzień, dlatego pozwolę mu czuć się gwiazdą. Obchodzi dziś trzydzieste ósme urodziny.

Tytuł jest trochę clickbaitowy, przyznaję. Kiedy myślimy ,,nerd”, widzimy (w najlepszym wypadku) Sheldona Coopera z ekipą. A jeśli nie znamy ,,Teorii Wielkiego Podrywu”, pierwsze skojarzenia są tylko negatywne: nieprzystosowanie społeczne, dyskusyjna higiena osobista i przerośnięte górne jedynki. Etykiety nie są fajne, ale tytuł był potrzebny.

Gabryś

Poznałam go gdy był otoczony wianuszkiem znajomych. W tamych czasach nazwałabym go popularnym. Znał wszystkich, a wszyscy znali jego. Był (i jest) zadbanym, atrakcyjnym facetem, dlatego nigdy nie wpadłabym na to co było jego ,,konikiem”.

Po jakimś roku naszej znajomości (jeszcze nie związku), z puchnącą z dumy piersią, wyjął z szafy plastikowe pudełko i wyciągnał z niego figurkę supermana. Superman stał na okrągłej podstawce i miał nie przesadzając ok 2,5cm wysokości. Miałam ochotę się roześmiać, ale kiedy po kilku zadanych pytaniach, powiedział mi, że jego cena to 250$, miałam już tylko siłę by przysiąść. Im dalej w las, tym więcej się o nim dowiadywałam.

Pierwsze figurki, które poznałam zajmowały całą górną część regału. Ważne było to, że cyferka jest na kolorowym polu, a nie na białym. I, że jest 10 zamiast 8. Teraz figurki przychodzą w częściach. Trzeba je wycinać, składać, sklejać, konwertować. Są w takiej, a w takiej skali i często trzeba się zastanowić czy ta dzida pasuje do napierśnika.

Nie można nie wspomnieć o komiksach. Ich, na przemian, ciemne i jasne grzbiety zdominowały wystrój naszego wspólnego mieszkania. Niestety nie potrafiłam i nie potrafię ich czytać (albo oglądam obrazki, albo czytam tekst, mój mózg tego nie łączy). Nie do końca łapię tamtejsze realia. Najpierw ktoś umiera, potem znów żyje tylko po to, żeby kilka tomów dalej umrzeć. Ktoś przybywa z przyszłości, ktoś z przeszłości, ktoś z innego wszechświata, a jeszcze kogoś innego nawiedza pradawna siła. Albo siła z kosmosu. To, że ktoś jest dobry nie znaczy, że zawsze był i zawsze będzie, ale to i tak nie ma znaczenia, bo przyjdzie zagłada w postaci strasznego zaklęcia albo pożeracza światów.

Kultowe gry na konsolę, a także te ,,bez prądu” wiodłyby prym, gdyby nie to, że dosyć szybko na świecie pojawiła się Marianka i zainteresowania trzeba było ułożyć wg priorytetu, bo wolnym czasem nie można było szastać. Z grami wiąże się pewna anegdota. Różnica wieku między nami wynosi 11 lat, kiedyś, przy okazji wspomnień z dzieciństwa, powiedziałam Gabrysiowi, że gdy byłam w podstawówce, rodzice nie chcieli mi kupić kart z Pokemonami, bo uznali, że to rozrywka dla chłopaków. Było mi strasznie przykro, bo mieli je wszyscy. Okazało się, że Gabryś właśnie wtedy pracował w firmie, która je sprzedawała.

Ale serio, dorosły facet lubi superbohaterów?

Reakcje ludzi są bezcenne. Nie wiem dlaczego jest to tak szokujące. Nikt się nie dziwi, kiedy miasto zamiera, bo jego (głównie) męska część przez 90 minut wlepia się w telewizor i ogląda prawie dwa tuziny typów biegających za piłką. Inni nadziewają na haczyk robaka i rzucają go do wody, tylko po to, by złapać rybę i po chwili ją wypuścić. A to właśnie faceci, tacy jak mój mąż, słyszą, że ich hobby jest infantylne.

Jednocześnie, bycie ,,nerdem” jest teraz trendy. Przejrzałam instagramowe hashtagi: wystarczy mieć okulary, by nim być. Filmy z wytwórni Marvela i 20th Century Fox zalewają kina, chodzi na nie każdy. Star Wars, już dawno temu, stało się ikoną popkultury. Rynek planszówek i gier bitewnych rozrasta się w błyskawicznym tempie, wszyscy albo grali albo dopiero będą. A ludzie nadal są zszokowani gdy dowiadują się, że dla kogoś jest to pasja życia, a nie event od premiery do premiery i okazja by kupić sobie koszulkę z marvelowskim nadrukiem, gdy popularna sieciówka taką wypuści.

Jego pasja, a jakiś czas temu również droga zawodowa, początkowo tak dla mnie niezrozumiała (tak tak, też etykietowałam), zaczęła rozprzestrzeniać się na naszą codzienność. Sama nie wiem kiedy wsiąkłam w świat Gwiezdnych Wojen (pierwszy raz obejrzałam je właśnie z nim), a w nocy śnił mi się USS Enterprise. Z umiarkowanej sympatii do twórczości Tolkiena, przeszłam do zapoznawania się z jego mitologią. Zaczęłam odróżniać komiksowe uniwersa. Wiem kim jest homo sapiens superior, cylon, a także zaczęłam dopuszczać rolę Valarów w kreacji naszego świata. Nad moim biurkiem stoi sprezentowana mi figurka Dark Phoenix, a obok kiwa głową vinylowy Groot. I zapewniam, że na PMS nie ma nic bardziej kojącego niż widok Tolkienowskiego Shire, w samym sercu lata.

 

Keep calm and praise the Emperor!

zdjęcie: Daniel Cheung.

 

You Might Also Like...

1 Comment

  • Reply
    Elwina
    18 kwietnia 2017 at 17:15

    I tak masz się super. Mój nie dość, że jest nerdem, to jeszcze jego pasją jest latanie za piłką po boisku. Tam nie muszę z nim latać, ale na spacerach codziennie widzę faceta w neonowych korchach 😉

  • Leave a Reply