Annc
Lifestyle

Tak, mam okres, a co? – recenzja

Ostatnio pisałam wam o tym jak pomóc dziecku oswoić temat menstruacji. Dziś mam w rękach książkę, która powinna być ,,biblią” dorastających dziewczyn i na pewno doskonale wytłumaczy im co dzieje się z ich ciałem raz w miesiącu przez kilka dni.

Autorką książki jest Clara Henry, charyzmatyczna 24-letnia Szwedka, której kariera zaczęła się od publikowania na youtube. Dziś ma ponad 430 tysięcy subskrybentów, których serce zaskarbiła sobie szczerością, poczuciem humoru, a także niewątpliwym aspektem edukacyjnym jej filmów, w których odczarowuje i popularyzuje tematykę miesiączki. Niestety jej kanały społecznościowe są prowadzone po szwedzku, przez co przekazywana przez nią wiedza jest niedostępna dla dziewczyn, które nie mówią w tym języku. Aż do dziś. ,,Tak, mam okres, a co?” czyli to co młoda kobieta powinna wiedzieć o miesiączce, działaniu swojego swojego organizmu, a przede wszystkim o tym jak sobie z tym radzić.

Jej oprawa jest bardzo spójna z tematyką. Sama okładka ma nadrukowany wzór przypominający wyściółkę podpaski. Są też czerwone plamy przypominające krew. To mówi wiele o tym co znajdziecie w środku, czyli krew, podpaski, cipki, skurcze, macicę, nazywane wprost, bez magii, bez ogródek, a przy tym ze sporą dawką poczucia humoru, za to z zerowym nadęciem.

Książka ma 187 stron, jest podzielona na 9 rozdziałów. Książka będzie dostępna w księgarniach już jutro, 31 stycznia 2018, a jej cena waha się od 22 do 29 zł, co wydaje mi się fajną kwotą jak na kieszeń nastolatki. Wzbogacona została fajnymi, odręcznymi ilustracjami, a także zdjęciami samej autorki zaczerpniętymi z jej instagrama. To dodaje jej lekkości i sprawia, że czytający czuje, że jest w trakcie miłej rozmowy z kumpelą, która nie ma problemu, by dzielić się własnymi doświadczeniami.

Clara odwaliła kawał dobrej roboty. Od opisania własnego oczekiwania na pierwsze krwawienie, ze szczególnym naciskiem na emocje, które jej towarzyszyły jej gdy dzień ,,0″ w końcu nadszedł, po omówienie każdej dostępnej metody higienicznej z podziałem na wady i zalety ich użytkowania.

Oberwało się też edukacji w zakresie miesiączkowania, która (ku mojemu zaskoczeniu!) w Szwecji, podobnie jak w Polsce, była przeprowadzana po łebkach i podobnie jak w moich czasach gdy dziewczyny miały 40 minutową pogadankę o kobiecym cyklu, chłopcy byli od nich oddzieleni, co spowodowało nie tylko zrobienie z tematu tabu, ale przede wszystkim braku elementarnej wiedzy i wyczucia u części grupy obdarzonymi chromosomami XY.

Autorka bardzo dogłębnie opisała to czym jej PMS i jak można sobie pomóc, zdradziła swoje sposoby na walkę z bólami menstruacyjnymi, a także poświęciła osobny rozdział seksizmowi, na które narażone są dziewczyny i kobiety, tylko dlatego, że raz w miesiącu krwawią. Zanim rzucicie we mnie kamieniem, że wszędzie wciskany jest seksizm, a od poprawności politycznej zaczyna nas mdlić, przypomnijcie sobie ile razy w dyskusji czy w żartach, by wytłumaczyć wasze zachowanie czy wyjaśnić podjętą właśnie decyzję, zostało wam zadane pytanie ,,Masz okres?”. No właśnie.

Jedyne czego mi zabrakło to informacji o bólach owulacyjnych. Jeśli nie wiesz o czym mówię to właśnie miło się uśmiecham, ale w głębi duszy zazdroszczę ci jak cholera. Przy bólu owulacyjnym, bóle menstruacyjne to pikuś. Oj tam, jakieś ćmienie. Nie jestem ewenementem na skalę światową, mam conajmniej pięć koleżanek, które co miesiąc przeżywają to co ja, a musicie wiedzieć, że nie jestem najbardziej towarzyską osobą na świecie. Autorka albo jest w grupie szczęśliwych kobiet, które nie muszą tego przeżywać, albo zawiódł research, co jest o tyle dziwne, że np endometrioza, która jest bardzo tajemniczą dolegliwością, została opisana bardzo dokładnie.

Czy dowiedziałam się czegoś z tej książki?

Niełatwo mnie zaskoczyć. Sama miesiączkuję już 17 lat, moja mama odpowiadała mi wyczerpująco na każde pytanie jakie zadałam, miałam także szczęście mieć dostęp do internetu niemal od zawsze. Tym bardziej poczułam się zaskoczona faktem, że wielu rzeczy nie wiedziałam, a może nie tyle nie wiedziałam co nigdy nie zarejestrowałam.

Nigdy nie zagłębiałam się w historię samej menstruacji i choć oczywiście wiedziałam, że kobietom w niektórych kulturach czy religiach nie jest łatwo to świadomość o tym, że do dziś niektórzy wierzą w to, że menstruująca kobieta jest w stanie kwasić wino i zabijać droższe była dla mnie zaskakująca. I wcale nie mam na myśli dalekich krain, a bardzo dobrze rozwinięte europejskie państwo, które kojarzy nam się… luksusowo.

Największym zaskoczeniem było dla mnie jednak to, że… wstydzę się miesiączki. Tak, serio. Postrzegam ją jak coś o czym nie należy gadać. Bez problemu jestem w stanie powiedzieć znajomym, że sorry, nie wyjdę z domu, bo mam zapalenie zatok, ale nigdy w życiu nie przejdzie mi przez gardło, że właśnie miesiączkuję i jedyne o czym marzę to mruczenie kota i miękka poduszka. Nie mam za to problemu, by okrężnie powiedzieć, że z moich zatok spływają litry, bądź co bądź, śluzu, ale miesiączka? Never ever. Nigdy też nie zapytałam innej kobiety o to czy ma może tampon w obecności mężczyzny.

A na koniec wisienka na torcie. Czy wiecie ile pieniędzy zostawiamy w drogerii tylko dlatego, że mamy (nie)szczęście mieć okres? W skali miesiąca czy roku może suma nie jest powalająca. Ale jeśli pomyślimy o całym życiu suma jest ogromna! Miałam taką refleksję, że gdyby to dziewczyny rządziły światem miałybyśmy refundowane wszystko, od środków higienicznych, po czterodniowy zapas czekolady, kocy i kto wie, może nawet darmowe, internetowe wypożyczalnie łzawych filmów?

 

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

Sprawdź to…