Annc
life life&style

Nie.

To cudowne, krótkie, wyraziste, monosylabowe słowo to odpowiedź mojej młodszej córki na wszystko. Nie. Nie założy butów. Nie. Nie lubi jajek, wczoraj jadła, ale też nie lubiła. Nie, nie tata. Nie posprząta, bo jej się nie chce. Nie idzie się myć, bo się bawi. Nie, bo nie. Nie. 

Za każdym razem biorę kilka głębokich wdechów żeby pozbyć się rosnącej we mnie złości i głosem dobrej wróżki przez 2 minuty formułuję argumenty na poparcie mojej prośby. Czasem da się przekonać, czasem nie. Tryb ,,złej wiedźmy” odpalam gdy logika już zawodzi, ale nadal stąpam po kruchym lodzie, bo za moment jej stanowcze ,,nie” może przeobrazić się w wybuch porównywalny z wybuchem reaktora jądrowego. Nie widziałam tego na żywo, ale jestem przekonana, że wygląda podobnie jak 13 kilogramowa 3-latka w napadzie furii.

Za każdym, ale to każdym razem gdy słyszę ,,nie” w mojej głowie miga neon z napisem ,,DLACZEGO?!” Dlaczego nie może być łatwiej? Dlaczego ona ciągle to powtarza? Ostatnio mnie olśniło.

Ona mówi ,,nie”, bo… może!

To takie proste. Tosława jest raptusem, ale jest również cudowna w swojej szczerości i autentyczności. Jest zbyt młoda, by udawać entuzjazm na zawołanie, a także zbyt prostolinijna, by zastanawiać się jakim oczekiwaniom powinna sprostać. Ma w nosie schematy i zasady. Nie chce zjeść jajek, bo faktycznie ich teraz nie lubi. Tydzień temu mogła lubić, dziś nie lubi, zmieniła zdanie. Twierdzi, że nie chce być z tatą, bo chce być ze mną i nie chce nikomu robić na złość, po prostu tak czuje. Nie ma ochoty iść się myć, bo świetnie się bawi, a wanna nie zając, nie ucieknie.

I to jest bardzo cenna nauka. Nie, nie mówię o radzeniu sobie z histeriami dziecka i znalezieniem płaszczyzny porozumienia. Znajdziecie mnóstwo bardziej wiarygodnych i kompetentnych źródeł, które pomogą wam sobie z tym poradzić.  Mówię o tym czego my, dorośli, możemy nauczyć się od małego człowieka, który słowem ,,nie” rozwala nasze plany, oczekiwania i codzienność.

Granice

Stawianie własnych granic to coś co wydaje nam się być oczywistym, ale zapewniam was, że wiele osób nie ma o tym zielonego pojęcia. Co nie jest ich winą, bo przecież bycie grzecznym, zgodnym, pomocnym i hojnym to największe cnoty, jakie przekazywali nam rodzice. I nie można zaprzeczyć, są to ważne i pozytywne cechy, ale nie kiedy narażają nas na koszt, którego wcale nie chcemy ponosić.

Pamiętacie moją instagramową opowieść o mango? Napisałam tam, że nie dzielę się jedzeniem i naprawdę miałam to na myśli. Nie chodzi o to, że muszę mieć swoją własną pizzę, nie mam problemu z tym, że w restauracji wymienimy się daniami, by spróbować więcej nowych smaków, ale nie znoszę sytuacji, w których ktoś sięga do mojego talerza, bo uznaje to za normę. Jem gdy jestem głodna, przygotowuję lub zamawiam dokładnie tyle ile chcę zjeść, bo nie lubię marnować jedzenia i mierzi mnie ogólne ludzkie przekonanie, że przecież się podzielę. Dotyczy to mojego męża, dotyczy moich dzieci, dotyczy moich przyjaciół i znajomych. Zawsze chętnie przygotuję więcej, nie mam problemu z postawieniem komuś obiadu, ale mój talerz jest mój. Nie jestem w stanie powiedzieć ile razy zetknęłam się ze zdziwionym, wręcz urażonym spojrzeniem gdy grzecznie oznajmiłam, że po prostu nie dzielę się swoim posiłkiem. Gdy opublikowałam post o mango dostałam kilka wiadomości, które mówiły wprost, że ludzie też tego nie lubią, ale po prostu… nie potrafią się przyznać. Dlaczego? Czy naprawdę mamy o sobie tak niskie mniemanie, że jesteśmy przekonani, że ktoś kto nas lubi, obrazi się za to, że nie mamy ochoty oddawać mu swoich pomidorków cherry?

Skoro nie potrafimy radzić sobie z taką błahostką jak obronienie zawartości własnego talerza to jak radzimy sobie z poważniejszymi problemami? Nie najlepiej.

,,Przyjaciółki”

Mimo mojej ogromnej miłości do kobiet muszę powiedzieć, że nikt nie potrafi tak wykołować kobiety jak inna kobieta. Bywamy wobec siebie naprawdę okropne i jeśli miałabym obsadzić top 3 najbardziej wyniszczających relacji jakie miałam, na podium nie znalazłby się żaden były chłopak, mimo, że o niektórych z nich mogłabym napisać książkę.

Brak mi twardych, statystycznych danych, ale jestem w stanie się założyć o podwójny gin z tonikiem, że każda z nas ma w otoczeniu kobietę, którą ją wysysa. Być może energetycznie, może ekonomicznie, może na kilka innych sposobów. Może to być przyjaciółka poznana w podstawówce, którą tytułujemy tak ze względu na staż, a tak naprawdę my jesteśmy jedyną osobą, która w tej relacji udziela pomocy i wsparcia.  Może być to koleżanka, którą poznałyśmy jakiś czas temu i choć na początku wydawała się być cudowną osobą, teraz po prostu nas męczy, demotywuje, a w głębi duszy czujemy, że po prostu nie życzy nam najlepiej i trzyma się blisko jedynie po to, by z pierwszego rzędu widzieć jak bardzo rozwalimy sobie twarz kiedy się potkniemy.

Dlaczego nie kończymy takich relacji? Nie wiem. Kiedyś byłam przekonana, że chodzi o sentyment. Dziś myślę, że boimy się bycia nazwanymi kłótliwymi, boimy się przyznać same przed sobą, że ktoś po prostu robi nas w konia, że źle zainwestowałyśmy swój czas i zasoby. Powiedzenie ,,nie zgadzam się na takie sytuacje”, ,,tym razem nie pomogę”, albo po prostu wskazanie drzwi nie mieści nam się w głowach. Musimy stawiać granicę, chronić przede wszystkim siebie, a myśli, że zostaniemy bez ludzi dookoła włóżmy między bajki. Nie dziś, nie w dobie mediów społecznościowych, gdy znajomość może zacząć się od wymiany wskazówek na forum szydełkowania czy grupie wsparcia mam ze swojej miejscowości.

Praca

,,Ale co z pracą? Przecież nie mogę powiedzieć nie.” Owszem, możesz. Możesz nie robić nadgodzin, możesz nie nadrabiać pracy za kogoś, możesz wymagać wzrostu płacy gdy zostaną zwiększone obowiązki. możesz nie brać więcej zleceń niż jesteś w stanie ogarnąć. Możesz też zostać za to zwolniona, ale jeśli jedyną rzeczą, o której masz jakiekolwiek pojęcie nie jest wpływ zbiorów czereśni na poziom kolarstwa w Czeczenii i nie pracujesz w jedynej w tym kraju firmie, która bada to zagadnienie, to nie masz się czego bać.

Stabilizacja finansowa jest czymś bardzo ważnym, ale nigdy nie słyszałam o nikim, kto na starość twierdziłby, że pracował i zarabiał za mało, za to widziałam ludzi, którzy zmęczeni stresem i wykończeni pracą nie mieli okazji zobaczyć co będą mieli do powiedzenia na starość.

Powiedz ,,nie”

Nie namawiam nikogo do bycia opozycjonistą przy każdej możliwej okazji, dorosłość to nie bajka i beztroska, pewne rzeczy po prostu musimy robić, ale myślę, że mimowolnie jesteśmy wtłoczone w tak wiele ram, że narzucanie sobie dodatkowych po prostu możemy sobie odpuścić. Inwestujmy czas i siły w coś w co nas wzmocni, dawajmy uśmiech i siebie tym, którzy odwdzięczą się tym samym, miejmy otwarte głowy i nie zasłaniajmy się schematami, a przede wszystkim zdajmy sobie sprawę, że mówiąc ,,nie” tak naprawdę mówimy ,,TAK”. Mówimy to swojemu zadowoleniu i poczuciu własnej wartości, bo żyjemy na swoich zasadach. Mówimy to swojej rodzinie, z którą możemy spędzać więcej czasu, bo nie pracujemy ponad siły. Mówimy to ludziom, na których się otwieramy, bo nie spędzamy już wolnego czasu z kimś, kto najzwyczajniej w świecie na to nie zasługiwał. Może akurat po powiedzeniu ,,nie” okaże się, że świat się nie wali, a my będziemy mieć szansę spędzić czas z tym z kim chcemy, robić to co chcemy i nie będziemy więcej musiały jeść znielubionych przez siebie jajek.

Sprawdź to…