Annc
life&style muthahood

Lewandowska gate, czyli afera o nic

Anię Lewandowską kojarzy dziś każdy. Mężczyźni stąd, że jest żoną piłkarza. Kobiety trafiły na nią przy okazji przeglądania publikacji plotkarskich (wiadomo w kolejce do dentysty, nikt nie kupuje takich gazet), nieliczne po prostu korzystały z jej programów treningowych. Ja sama trafiłam na nią w 2009 roku, kiedy na kacu oglądałam mistrzostwa Europy w karate, w których to Anna (jeszcze) Stachurska skosiła pierwsze miejsce. Nie wiem czy zasłużenie, bo mówiąc wprost, nie mam zielonego pojęcia o karate.

Zanim przejdę do sedna sprawy chcę powiedzieć, że nie żywię żadnych szczególnych uczuć do tej kobiety. Nie jestem jej fanką, nie śledzę jej poczynań w mediach społecznościowych, ani nie ćwiczę z nią. Trochę jej zazdroszczę fajnych torebek, sportowych butów na pęczki i zwiedzania świata, ale lubię brzmienie jej imienia. Zapomniałabym. Raz zjadłam fit batona z jej sklepu, był całkiem ok.

Wróćmy jednak do życiorysu Ani.

Kiedy już wypromowała się na mężu (bo zdobywanie mistrzostw Europy i Świata w jakiejkolwiek dyscyplinie, która nie jest piłką nożną, siatkówką czy skokami narciarskimi nie jest w tym kraju żadnym osiągnięciem) i zaczęła pokazywać, że żyje na poziomie adekwatnym do zarobków, podpadła po całości. Czym?

Ania Lewandowska ośmieliła się być w formie miesiąc po porodzie.

Tak. Dokładnie. Ania miesiąc po porodzie wygląda super. Wygląda jakby nigdy nie rodziła. Brzuch jest jędrny, a poporodowe biodra wchodzą w rozmiar S.

To rozsierdziło tłum. Co ona promuje? Jak muszą się dołować kobiety, które po porodzie wyglądają gorzej? Nierealistyczny obraz ciała! Wygląd ponad zdrowiem! Nie dajcie się dziewczyny!

A na dodatek… Na dodatek zostawia dziecko z OPIEKUNKĄ, żeby wyrwać się na godzinę czy dwie na siłownię, którą, nie oszukujmy się, prawdopodobnie ma w domu. I jak się mają czuć kobiety, których nie stać ani na nianię ani na siłownię?!

Czas na retrospekcję

Co kobiety, te co co-mają-czuć, robiły przed zajściem w ciążę? Ja przykładowo jadłam co popadnie i zapijałam wszystko ginem albo kawą. Około 1.5 roku przed zajściem w ciążę z Marianką moją jedyną aktywnością fizyczną było zdobywanie parkietu w stołecznych klubach. Ta druga Ania jadła 5 regularnych posiłków dziennie, codziennie wylewała z siebie poty na treningu, a do sobotniej kolacji wystarczył jej kieliszek wina.

W ciąży… Ah co to był za czas. W pierwszej umiłowałam sobie herbatę z syropem malinowym i cukrem (dziś mnie rzuca na samą myśl). Nauczyłam się robić banofee, brownie i tiramisu. Ciążę zakończyłam bilansem +30 kg. W drugiej byłam już rozsądniejsza, wmówiłam sobie, że uwielbiam kiwi, ale mój organizm cały czas domagał się frytek. Efekt? +18 kg. A tamta Ania nadal swoje. 5 posiłków dziennie, treningi na miarę możliwości, nudna jakaś. Ja zrzucałam nadmiar kilogramów miesiącami, ona w miesiąc.

Która lepiej na tym wyszła? Ona. Do kogo mogę mieć pretensje? Do siebie!

Jaki przykład daje Lewandowska?

Wiele z nas planując ciąże lub odkrywając, że w niej jest zaczyna się zastanawiać jak zachowa się ich ciało, czy wróci do normy, czy ucierpią piersi, brzuch, a może pupa. O popularności takich rozmyślań świadczy choćby ilość wyszukiwań w Google, a także ilość założonych wątków na kobiecych forach.

Spójrzcie na to zdjęcie i pomyślcie co przekazuje. Bez zazdrości. Bez zawiści. Powiem wam jak ja to widzę: jeśli jesteś zadbana przed ciążą, dbasz o siebie, ćwiczysz i racjonalnie się odżywiasz, a w ciąży zatrzymujesz te zwyczaje i nie uznajesz, że należą ci się każde lody w zasięgu kilometra, a także jeśli zdrowie twoje i dziecka na to pozwala, jesteś aktywna fizycznie to nie masz co martwić się o to jak będziesz wyglądać gdy twoje dziecko przyjdzie na świat. To takie proste.

Niech to będzie jasne

Naprawdę ok jest mieć dodatkowe kilogramy po porodzie. Można odpoczywać po nim rok, a nawet całe życie, jeśli tylko się tego potrzebuje. Można leżeć na kanapie i jeść to na co ma się ochotę. Można mieć rozstępy, luźną skórę, cellulit na pupie i udach. Można nie mieć ochoty na aktywność fizyczną.

Bo przecież nikt nie ma prawa mówić komuś jak ma wyglądać, prawda?

To jakim prawem mówimy jej jak ma wyglądać? A raczej jak nie może wyglądać? Dla niej sport jest życiem, zdrowe odżywianie pasją, a jej ciało wizytówką jej pracy. Jej ciało jest przyzwyczajone do wysiłku i prawdopodobnie bardzo go potrzebuje.

Jest miesiąc po porodzie, a przeczytała o sobie tyle złych słów. Gdzie jest empatia tych ludzi? Tych wszystkich znawców tematów poporodowych. Tak doskonale orientują się w stanie fizycznym w połogu, a czy zastanowili się co się dzieje w jej głowie? Nie wierzę, że po kimkolwiek, doświadczenie porodu i tak ogromnej odpowiedzialności jaką niesie za sobą macierzyństwo, spływało jak po kaczce. Nawet jeśli masz sztab niań, opiekunek i sprzątaczek.

Tak tak. Rozwodzili się nad złymi wzorcami, a sami prawie zlinczowali kobietę, która jest teraz jednym, wielkim, rozedrganym hormonem.

Nie rozumiem dlaczego możemy bez większych emocji oglądać ,,typowe” pociążowe ciało. Rozstępy, zwisający brzuch, dodatkowe kilogramy i to uznajemy za normę, a także gratulujemy odwagi kobietom, które to pokazały, a tak bardzo mierzi nas piękne ciało kobiety, która zapracowała na to jak wyglada.

Rzuca mną jak czytam o wypędzaniu kobiet w kompleksy, stawianiu nierealnych wymagań czy o lansie ponad wszystko. Przeszłam dwie ciąże, po zakończeniu każdej z nich wyglądałam jak wyglądałam, ale nigdy do głowy mi nie przyszło, że ktoś ma wobec mnie jakieś wymagania. Żebym była szczupła czy gładka. Albo zadowolona i umalowana. Byłam świeżo upieczoną mamą i wręcz miałam wrażenie, że po raz pierwszy każdy ma gdzieś to jak wyglądam. Nie czułam się przymuszana do czegokolwiek, nie czułam na sobie powinności pracy nad sobą. Byłam jaka byłam i dopóki sama nie stwierdziłam, że powalczę, to tak sobie siedziałam z herbatnikami w ręku.

Więc, z łaski swojej, nie róbmy z siebie grubych, nieszczęśliwych i jątrzących jad matek polek. Kiedy następnym razem zobaczymy takie zdjęcie napiszmy to co świeżo upieczona mama chce usłyszeć (np. świetnie wyglądasz), bo choćby była królową świata, to każda kobieta potrzebuje miłego słowa. Jeśli komplement nie przechodzi przez gardło, czy klawiaturę to idźmy dalej i zapomnijmy o tym co widziałyśmy. Nikt nie każe nam się z nikim porównywać. A zamiast jęczeć pamiętajmy: wszystko jest w naszych rękach. Bo tyłka i brzucha nie wyrzeźbi się żadną kwotą wyrażoną w euro.

 

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

Sprawdź to…