Annc
Mama i dziecko

Let’s talk about sex, czyli jak rozmawiać z dzieckiem na ,,te” tematy.

Powszechnie utarło się, że najgorsze pytanie jakie może zadać dziecko dotyczy tej sprawy na literę ,,S”. I nie mam na myśli śmierci, ani nawet słodyczy. Rodzice noworodków drżą na samą myśl, w końcu kiedyś o TO zapyta. Zanim przejdę dalej zacznę nazywać rzeczy po imieniu. Jak gadać z dzieckiem o seksie. O tym skąd się biorą dzieci. O różnicach w anatomii chłopców i dziewczynek. O menstuacji. O porodzie.

Gdy moje koleżanki słyszały, że Marianka w wieku 3 lat jest z grubsza uświadomiona łapały się za głowę. Zupełnie jakby rozmowa zahaczająca o temat prokreacji miała w sobie cały bagaż opowieści z dziedziny technik seksualnych, ilości partnerów taty i mamy czy pokaz filmowy.

Moje dziecko było jednak uświadomione w zakresie, o który pytało. To ważny punkt. Gdy z ust twojego dziecka pada pytanie ,,dlaczego mama wygląda inaczej niż tata?” nie musi od razu chodzić o zawartość majtek, a np o to dlaczego tata ma brodę, a mama nie. Dlaczego mama ma duże piersi, a tata nie. Dlaczego mama ma długie włosy, a tata nie. Po prostu pytajmy, zanim odpowiemy.

Co jest w majtkach?

Marianna, czyli mój rodzicielski debiut, nie była zbyt zainteresowana tym co sama ma kroku, do momentu aż nie zorientowała się, że tata ma co innego. Nie biegamy po mieszkaniu nago, ale jednocześnie mamy zerową prywatność w kwestiach łazienkowych, zdarzało nam się też kąpać grupowo, bo Mania bała się wanny, dlatego pytania prędzej czy później musiały się pojawić.

Przyznam, że nazewnictwo przysporzyło mi sporej zagwozdki. Penis, jądra, wagina czy pochwa były trochę zbyt ciężkie. Nie jestem również fanką ptaszków, brzoskwinek, bułeczek, sikorek, bo ptaszki siedzą na drzewie, a jedzenie służy do jedzenia. Stanęło na cipce i siusiaku (w komplecie z jajkami- na które nie znalazłam lepszego określenia).

Odpowiedź była najprostsza: dziewczynki jak Ty i mama mają cipki, chłopcy mają siusiaki, wszyscy mamy jajka, ale dziewczyny w brzuchu, a chłopcy na zewnątrz. Zabawne jest, że wcześniej Mania nie dzieliła społeczeństwa na płcie, przez kilka tygodni jej ulubioną zabawą było rozpoznawanie na ulicy kto jest mężczyzną, a kto kobietą. Siusiak, o istnieniu, którego tak bardzo boimy się powiedzieć małej kobiecie, wzbudzał jej zainteresowanie całe kilka dni, gdy pokazywała (ubranego!) tatę palcem i tłumaczyła nam czym się różni od niej samej.

Proste prawda? Niekoniecznie. Znam przypadek, w którym w rodzeństwie mieszanym siostra była przekonana, że jej brat ma siusiaka, a ona pupę. Znam też sytuację, w której synek wychowywany przez mamę nie znał nawet nazwy tego co ma między nogami i był przekonany, że siusia brzuszkiem.

Mam też wspomnienie z własnego przedszkola, gdy w przerwie między lamentem nad szpinakiem, a pianiem na temat lalki, która potrafiła sikać, zeszłyśmy w rozmowie na temat cipek. Jedna dziewczynka oświadczyła, że ona nie ma czegoś takiego. My może tak, ale ona nie. W przeciągu dwóch minut znalazłyśmy się w łazience i podejmując heroiczną walkę z rajstopkami, dokonałyśmy zbiorowego przeglądu wyposażenia. Koleżanka miała cipkę .

Jeśli uczymy dzieci czym jest noga, ucho, oko, brew czy paznokieć to bądźmy konsekwentni. Paradoksalnie zatajenie nazewnictwa i uczynienie tabu z konkretnej części ciała może spowodować niezdrowe czy kompulsywne zainteresowanie tym obszarem, a to może prowadzić do onanizmu dziecięcego, który sam w sobie nie jest niczym groźnym czy strasznym, ale może być krępujący dla dziecka, rodzica czy otoczenia. Warto też by dziecko akceptowało swoje ciało w pełni, traktowało je jak całość, nie czuło, że którakolwiek część jego ciała, mimo, że bardziej intymna, jest gorsza.

Mamo, jesteś chora?

Menstruacja, okres, miesiączka, krwawienie miesięczne. Z czym dziecku kojarzy się krew? Z raną, bólem, wypadkiem, zagrożeniem. A przecież mama krawi co miesiąc, nie jest to nic dziwnego, w gruncie rzeczy świadczy o jej zdrowiu, płodności, prawidłowej pracy hormonów. Dziecko widząc w koszu na śmieci podpaskę, czy tak jak u nas, bezpardonowo wchodzi do łazienki i sprawdza zawartość toalety może wpaść na przeróżne pomysły i wytłumaczenia zainstniałej sytuacji. Syn dziewczyny, z którą kiedyś pracowałam raz w miesiącu miał epizody moczenia łóżka w nocy. Badania moczu, konsultacje pediatrów nie przyniosły wytłumaczenia. Okazało się, że chłopiec był przekonany, że mama umiera. Sprawdzał kosz na śmieci i gdy widział podpaski zaczynał się stresować i obserwować mamę, która lubiła wtedy leżeć pod kocem, miała mniej siły czy brała tabletki. Układanka nieźle do siebie pasowała, musicie przyznać. Jego mama nie miała złych zamiarów, po prostu uznała, że to wiedza niepotrzebna małemu chłopcu.

,,Mama ma okres, raz w miesiącu tak już jest, wszystkie kobiety tak mają, nie dzieje się nic złego, choć czasem nie czuję się najlepiej” – to była odpowiedź jakiej udzieliłam obu moim córkom na ich pytające spojrzenie. Podpaska, tampon? Jasne, nie chcę brudzić majtek. Nawet mały człowiek wie, że brudne majtki to nic fajnego.

Najgorsze co może was spotkać przeszywający, euforyczny głosik waszego dziecka na środku drogerii, które wszem i wobec odkrywa, że ,,tam na półce są twoje ulubione wkłady do cipki”.

Skąd ona się tam wzięła?

No i zaczyna się to na myśl o czym wszyscy rodzice dostają dreszczy. W naszej rodzinie temat pojawił się naturalnie gdy w brzuchu pojawiła się młodsza siostra Marianki. ,,Skąd ona się tam wzięła?”. Podobnie jak w przypadku różnic międzypłciowych, zalecam dozowanie wiedzy i dopytywanie co właściwie ciekawi dziecko. Mani, która ma 5 lat do niedawna wystarczyła wiedza o tym, że tata dał mamie plemnika, który połączył się z komórką mamy i w ten sposób powstała ona i jej siostra. Sposób przekazania? Zupełnie nieistotny. Może myślała o pudełeczku z kokardką, przesyłce od gołębia pocztowego, albo o przekazaniu go z ręki do ręki z życzeniami wszystkiego najlepszego? Do niedawna nawet o to nie zapytała.

A kiedy już zapytała otrzymała odpowiedź, że przekazanie następuje w momencie gdy mężczyzna i kobieta przytulają się nago. ,,Zbyt wiele informacji!” możecie zakrzyknąć. Moim zdaniem – nie. Seks jest czymś naturalnym i choć planuję trzymać moje dzieci najdalej jak to możliwe od tej sfery mojego życia, to spójrzmy prawdzie w oczy – mieszkamy w jednym domu. Możemy nasłuchiwać, uważać, ale jeśli nie zamkniemy dzieci na klucz w pokoju (czego z powodów bezpieczeństwa wolałabym nie robić), albo nie ograniczymy się ze współżyciem do momentów gdy dzieci nie ma w domu (kilka razy w roku, whoop whoop), musimy się liczyć choćby z minimalnym ryzykiem wpadki.

A teraz sięgnijcie pamięcią wstecz, kto nigdy nie przyłapał swoich rodziców – ręka w górę. Strzelam, że lasu rąk nie ma. Co czuliście? Niektórzy odrazę, bo nagie ciało nosiło miano tabu, niektórzy wstyd, bo kto to słyszał takie rzeczy, a ci, którzy nie mieli zielonego pojęcia o co może chodzić byli przerażeni i gotowi dzwonić na policję, by ratować mamę z rąk taty – oprawcy. Seks istnieje. I choć należy chronić przed nim dzieci z całych sił, warto jest pokazać, że to od nas może czerpać wiedzę, mieć w nas oparcie i gwarancję szczerości, a to zapunktuje w przyszłości, gdy będziemy mieć targanego hormonami nastolatka. Opowieści o kapuście, bocianach i sklepie, w którym kupuje się noworodki to strzelenie sobie w kolano, później w nadgarstek, a na koniec w drugie kolano.

A co będzie gdy moje dziecko będzie drążyć dalej? Gdy zapyta, otrzyma odpowiedź.

Kochani, żyjemy w pięknych czasach, mamy na podorędziu dziesiątki tytułów, które mogą nam pomóc w poradzeniu sobie z plemnikami, jajeczkami, zarodkami i płodami. Wykorzystajmy to!

 

Jak wyszłam z brzucha?

Co ma wisieć nie utonie, a co weszło- prędzej czy później wyjdzie. W jaki sposób dziecko opuszcza brzuch? Moje córki urodziły się drogą cesarskiego cięcia i ktoś może pomyśleć- ,,Ale ekstra! Masz z głowy gadkę o cipce, skurczach, rozwarciu i parciu!” Nie. Staram się wpoić moim córkom, że poród drogą naturalną jest najczęstszym i najlepszym rozwiązaniem, ja po prostu miałam problemy ze zdrowiem i lekarz musiał im pomóc przyjść na świat. Moim zdaniem to właśnie robienie tabu z porodu siłami natury (a raczej siłami kobiety, bądźmy szczerzy) powoduje wzrost odsetka cesarskich cięć. Sama słuchając historii mamy, cioć, sąsiadek o 18 godzinnych torturach, pęknięciach i wielu krwawych wydarzeniach, o których wolałabym nie pamiętać, nie wspominając o pisaniu, podczas pierwszych świadomych tygodni ciąży powiedziałam, że nie ma mowy, nie ma takiej opcji, ja tego dziecka nie urodzę bez pomocy chirurga. Jak to powiedział mój ginekolog: ,,gdy kobieta nie chce urodzić dziecka, to w 90% go nie urodzi”, stres blokuje wydzielanie oksytocyny, a sztuczna oksytocyna pompowana kroplówką lubi się skończyć cesarskim cięciem. I choć jestem zdania, że każda kobieta powinna sama móc wybrać jak jej dziecko pojawi się na świecie, nie mogę się kłócić z tym, że poród naturalny jest najzdrowszym sposobem na sprowadzenie naszego dziecka na świat. A tego właśnie chciałabym dla swoich córek i wnuków.

Dlatego nie demonizuję porodu w rozmowach z moimi dziećmi. Tak, wiedzą, że zarówno jedna i druga droga jest bolesna, ale na koniec dostajesz pachnącego noworodka więc nie jest to już tak istotne. Po obejrzeniu kilku porodów domowych na youtube ( mój ulubiony ) Mania była wręcz pełna współczucia, dla mnie i dla siebie, że w jej przyjście na świat był zamieszany chirurg.

Co było najbardziej odrzucającą i szokującą informacją w całej rozmowie o porodzie? Fakt, że dziecko rodzi się brudne. Dziecięca logika nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.

Sprawdź to…