Annc
life&style

Działo się! // luty ’18

To już? Już po lutym? Te 2 czy 3 dni różnicy to niby nic, ale co roku ucieka mi początek marca. Ale zanim będę się rozpływać nad tym, że nadszedł pierwszy miesiąc kalendarzowej wiosny, skupię się na tym co wydarzyło się w miesiącu, w którym je się najmniej chleba.

W podsumowaniu styczniowym pisałam wam o moich problemach zdrowotnych i faktycznie luty był miesiącem, w którym zjadłam najmniej chleba. Nie jest prosto, nie jest idealnie, było mnóstwo wtop. Wyobraźcie sobie dietę bez nabiału, pszenicy, cukru, soi, a także innych strączków, bo tym z kolei opiera się moja chora tarczyca. Nabiał to wtopa po całości, czasem muszę zjeść ten cholerny twarożek i naprawdę cenię parmezan, który sprawia, że nawet ten paskudny żytni makaron staje się zjadliwy. Pszenica to dosyć łatwa sprawa, bo świadomość o jej marnych walorach odżywczych, a może nawet szkodliwości niesie się coraz dalej i żytnie pieczywo czy bezglutenowe mąki nie są już żadną fanaberią. Jednak połączenie tego wszystkiego w jedzenie na mieście to zakrawa na obłęd i tu daję sobie jeszcze margines luzu, nie chcę być tą, która chodzi do knajp z własnymi pojemnikami.

Zawsze zima zaskakuje drogowców, a w tym roku zaskoczyła chyba wszystkich. Mimo, że urodziłam się w roku 1990 i nie doświadczyłam legendarnych, mroźnych zim to to co pamiętam z własnego dzieciństwa, nijak się miało do ostatnich rozchlapanych, pochmurnych i ,,nibymroźnych” lat. Skrzący się śnieg, piekące policzki i oślepiające słońce – to właśnie kojarzy mi się z zimą mojego dzieciństwa. W tym roku nawet odśnieżanie samochodu o 8 rano miało po prostu inny smak.

Dla mojej rodziny nastąpił przełom, dla reszty świata to pewnie nic wielkiego, ale Tosianna nie używa już smoczka. Tak, wiem. Strasznie późno, bo mimo tego, że używała go jedynie do zasypiania to miesiąc temu skończyła 3 lata, ale wiecznie coś stało nam na przeszkodzie. W wakacje zaliczyłyśmy szpital, później zaczęło się przedszkole, rezygnacja z pieluch, a kiedy zrobiłam jedno podejście w okolicy listopada skończyło się po prostu… porażką. Młoda ewidentnie nie była gotowa, próbę przeżyła strasznie, dlatego obiecałam sobie, że odczekam chwilę na dogodniejszy moment. I stało się, to już za nami. Nie było żadnego czary mary, przekupstwa czy odwracania uwagi. Nie była zachwycona, że smoczka już nie ma, ale nawet jej płacz za nim był średnio przekonujący. Sukces!

Na blogu sporo się zmieniło. Postawiłam na nieco więcej bieli i zmieniłam logo na takie, które pasuje do obecnej estetyki. Nadal walczę z sensownym podziałem na kategorie, ale chyba jestem już coraz bliżej rozwiązania, które pozwoli wygodnie dotrzeć do treści, której poszukujecie, a także pokaże mi, które wpisy lubicie najbardziej.

 

To kolejny miesiąc, w którym nie udało mi się dotrzeć do kina, na szczęście możemy korzystać z domowych sposobów na bycie względnie na bieżąco. W lutym moje serce podbiła ,,Wataha”, a właściwie jej drugi sezon. HBO stanęło na wysokości zadania i pokazało, że umiemy robić seriale na światowym poziomie. Doskonała gra aktorska, utrzymanie napięcia do ostatnich 5 minut ostatniego odcinka, a nie byłabym sobą gdybym nie wzdychała też do kolorów i oprawy muzycznej. W tym sezonie mniejszy nacisk kładziony jest na działania straży granicznej, Rebrow jest już zupełnie innym człowiekiem, a na tapecie mamy nielegalnych uchodźców w zestawie z bezwględnymi gangsterami. Wisienką na torcie i tortem jednocześnie są Bieszczady, które dla mnie – mieszczucha, są jak zupełnie odległa kraina. Mimo koszmaru przedstawionego w serialu nadal zastanawiam się czy nie rzucić tego wszystkiego i nie wyjechać… no, wiadomo gdzie.

W pewnym momencie mojego macierzyństwa zrezygnowałam z czytania poradników dla mam, ale są tytuły, do których wracam w razie potrzeby. Jednym z nich jest ,,Kiedy twoja złość krzywdzi dziecko”. Prawda jest taka, że jestem nerwusem, a nikt nie potrafi mnie wyprowadzić z równowagi tak szybko jak moje córki. Zawsze po wybuchu jestem na siebie zła, mam wrażenie, że zawaliłam i zdaję sobie sprawę z błahości powodu, który spowodował u mnie wzrost ciśnienia. Ta książka pomaga mi na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze pozwala mi zrozumieć mechanizm, który doprowadza mnie do takich stanów i tłumaczy, że wbrew pozorom, rzadko kiedy dziecko jest tego przyczyną, a jedynie jednym z klocków. Po drugie, sam fakt, że taka książka powstała świadczy o tym, że nie jestem z tym problemem jedyna i wcale nie jestem najgorszą matką w dziejach ludzkości. Nie ma w niej żadnych super trików, które wyeliminują naszą złość, ale pomaga ją po prostu oswoić i opanować choćby do pewnego stopnia. Dziecko nie słucha krzyków, ty nie masz wyrzutów sumienia, wszyscy są bardziej zadowoleni, a świat wydaje się piękniejszy.

Z aplikacji, które służą do monitorowania cyklu mogłabym chyba napisać magistra. Albo były zbyt infantylne, albo nie pozwalały śledzić wszystkich zmian w moim ciele i samopoczuciu. W końcu odkryłam ,,Clue”. Cykl przestawiony jest jako koło, jest czytelny, w kalendarzu jak na dłoni widać dni płodne czy owulację. Aplikacja przypomni o tym, że spóźnia się miesiączka, czy zbliżają się dni płodne. Można zaznaczać tam wszystkie parametry przydatne przy NPR (naturalne planowanie rodziny), można monitorować swoją wagę, samopoczucie, obfitość krwawienia, stan cery czy problemy gastryczne. Im dłużej używasz Clue tym więcej wie, na przykład podpowiada z czego mogą wynikać twoje powtarzające się problemy. Kopię zapasową można spokojnie przechowywać na dropboxie czy wysłać sobie maila, a wygenerowanie raportu PDF razem ze wszystkimi dokonanymi obserwacjami zajmuje dosłownie 4 sekundy, co jest szczególnie przydatne jeśli potrzebujecie konsultacji z ginekologiem, endokrynologiem czy dermatologiem.

Soundtrack z ,,The Gratest Showman” podbił moje serce. Niestety póki co tylko soundtrack, bo ,,Król Rozrywki” to kolejny tytuł na mojej (bardzo długiej) liście filmów, na które nie udało mi się dotrzeć do kina. Śpiewający Hugh Jackman? Byłam mocno sceptyczna, ale jestem na tak!

Uwielbiam gotowe playlisty, które podpowiada mi Spotify. Jedną z ulubionych w lutym była Music For Concentration. Nienachalna, pozwalająca robić to co robisz, bez rozpraszania, bez potrzeby przerzucania kolejnych kawałków.

Mam ogromny problem z muzyką dedykowaną dzieciom. Marianka i Antosia słuchają w dużej mierze tego co my, ale fajnie by mogły śpiewać coś ze zrozumieniem. Niestety, to na co zazwyczaj trafiam ma nieciekawe teksty i koszmarną linię melodyczną, a ile można słuchać Pana Kleksa, Fasolek i piosenek z Disneya. Płyta ,,Jarzynki i Przyjaciele” jest bardzo miłą odmianą. Każda piosenka jest w innym stylu muzycznym, dziecko może się dowiedzieć z czym jeść szparaga, dlaczego pomarańcza była brana za mandarynkę, jak otworzyć kokos czy czym popić ostrą papryczkę żeby poczuć ulgę. Nie wszystkie kompozycje przypadły mi do gustu, ale dziewczynki są zachwycone. Mnie kupił Piotr Fronczewski, który śpiewa o grzybie, Mania szaleje za kapustą w wykonaniu Stanisławy Celińskiej.

Super Power Mezo Serum od Bielendy to jeden z kosmetyków, który naprawdę zrobił co obiecał. Zmagam się z trądzikiem od zawsze, wiem, że nie pomaga tu moja chora tarczyca, nieidealna dieta i niedobór snu, ale jest jak jest i fajnie jakoś sobie pomóc. Pory widocznie się zwęziły, kwas laktobionowy zawarty w nim faktycznie opanował powstawanie nowych wyprysków, a kwas migdałowy do spółki z witaminą B3 rozjaśnił przebarwienia, z którymi zmagałam się od lat. Moja skóra nadal nie jest gładka, ale używam go dopiero miesiąc i nie zamierzam wymienić na nic innego.  Zalecam jednak ostrożność i obserwację reakcji, bo jest to naprawdę dosyć mocna formuła i skóra ma prawo protestować.

Vlogi Kasi Gandor to moje najnowsze odkrycie. Kompetentna, konkretna dziewczyna przekłada naukę na ludzki język. O czym mówi? Właściwie o wszystkim: o tym czym tak naprawdę jest cellulit, dlaczego warto spać po wypiciu kawy i jak bardzo szkodzi nam smog. 35 filmów opublikowanych na youtube i już ponad 65 tysięcy subskrybcji? Nic dziwnego. Kasia wymiata.

Film Krzysztofa Gonciarza podsumowujący ,,nieudany” start Polaków na olimpiadzie zimowej w Pjongczangu wbił mnie w krzesło. Mam swoje zdanie na temat polskiego stylu kibicowania sportowcom i Krzysztof przedstawił to bezbłędnie. Powinien to obejrzeć każdy kto ma ochotę wcisnąć enter pod swoją ,,fachową” opinią na temat czyichś osiągów w sporcie.

 

 

Jeśli też macie mi coś do polecenia – dawajcie znać w komentarzach. W końcu marzec jeszcze taki młody, czasu tak wiele, a dni są odczuwalnie dłuższe. Oby do wiosny!

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

Sprawdź to…