Annc Dąbrowska
Lifestyle

Działo się! (czerwiec 2017)

O gadżecie, książce, filmie i jeansowych ogrodniczkach, czyli co fajnego wydarzyło się w czerwcu. 

Pani Swojego Czasu czyli Ola Budzyńska

Mam słabość do poradników. Łykam chwytliwe tytuły niczym młody pelikan. Pewnie, że chcę być szczupła w 30 dni, jasne, że chce zmienić swoje życie w tydzień, dlaczego nie miałabym znaleźć wymarzonej pracy w rok? Przyznam się jednak, że dochodzę do połowy książki i odkładam ją na półkę albo pożyczam komuś i z premedytacją o tym zapominam. Do zeszłego miesiąca miałam tylko jedną książkę z poradami, którą traktowałam serio, która coś zmieniła i do której z radością wracałam. A była to ,,Magia sprzątania” Marie Kondo.

Jakiś czas temu scrollując facebooka zobaczyłam propozycję grupy ,,Panie swojego czasu”. Im starsza jestem tym bardziej doceniam rolę kobiet w swoim otoczeniu więc z czystej ciekawości do niej dołączyłam. Stamtąd bardzo szybko trafiłam na bloga Oli, a także zobaczyłam, że można kupić książkę jej autorstwa.

Tą dopiero łyknęłam jak młody pelikan! Ola uczy kobiety jak zarządzać czasem. Co w tym wyjątkowego? A właśnie to, że jej targetem są kobiety. Tak. Ci ludzie z podwójnym chromosomem X. Te istoty, które nie dość, że chcą realizować się na płaszczyźnie zawodowej to nadal mają w obowiązku sprawnie poruszać się w płaszczyźnie domowej. Ale nawet to nie było tak wyjątkowe jak fakt, że to pierwsza w życiu książka, która nie wmawiała mi, że wszystko jest możliwe. Zero coachingowego bełkotu. Zero wmawiania mi, że zostanę mistrzem w każdej dziecinie w jaką wsadzę ręce. Bez klepania po głowie. Konkretne rady od konkretnej kobiety do konkretnej kobiety. Tak naprawdę ten post powinien nazywać się: ,,co udało mi się zrobić w czerwcu dzięki przeczytaniu tej książki„.

Bullet Journal

Podchodziłam do tematu bardzo sceptycznie. Pierwszy raz próbowałam go ugryźć w lutym. Zabrałam się do tego… źle. Przez filmy na youtube byłam przekonana, że BuJo to taki ładniejszy kalendarz, który sama sobie rysujesz. W maju zbadałam temat głębiej, ale dopiero w czerwcu uczyniłam z notesu A5 centrum dowodzenia codziennością. Zrozumiałam w końcu, że nie muszę tracić czasu na rysowanie paprotek i strony tytułowe, a mam w ręku narzędzie, które pozwoli mi być efektywną i względnie poukładaną. Przez ,,względnie poukładaną” rozumiem, że jeśli już o czymś zapomnę to będę wiedziała o czym. Pod koniec miesiąca wiem co zrealizowałam, wiem czego nie zrealizowałam, wiem gdzie podziały się moje pieniądze, a także ile razy zapomniałam leków na tarczycę. Jeśli jesteście ciekawi jak zacząć to dajcie znać, a napiszę szerszy tekst.

Misja ogrodniczki

Dokładnie 31 maja wyjęłam z szafy swoje ulubione szorty-ogrodniczki. Utknęły mi na wysokości ud. Nie były prane po zeszłym lecie, nie były suszone w suszarce bębnowej, wniosek był jeden: nie skurczyły się- to tyłek urósł. Tego było za wiele, bo szukałam tych spodni kupę czasu i naprawdę je lubię. Tego samego dnia wskoczyłam w legginsy i skończyłam dysząc ciężko na dywanie.

Przez cały czerwiec nie byłam aktywna jedynie przez 5 dni. Basen, bieganie, ale najczęściej jednak dywanówki, gdy dzieci poszły spać. Postawiłam na racjonalniejsze odżywianie, ale daleko mi było do idealnej diety i pięciu zbilansowanych posiłków.

Po 8 dniach ogrodniczki gładko wsunęły się na pupę, po miesiącu są już luźne. Podobnie jak większość legginsów, bielizny i spodni, a moje koszulki co do jednej są oversize. Nie wiem ile kilogramów zrzuciłam, nie wiem o ile centrymetrów zmniejszyły się obwody, bo tym razem obiecałam sobie, że nie będę niewolnikiem cyferek. Robię zdjęcia porównawcze, widzę efekty po ubraniach, zważę się może we wrześniu. Nie pozwolę by żadne 0,5 kg zatrzymanej wody psuło mój dzień.

iPad pro + Apple pencil

Jeszcze pół roku temu uważałam iPada za zbędny gadżet, dwa lata temu nawet kupiłam go tylko po to, by chwilę później sprzedać. Mniej poręczne niż telefon, mniej możliwości niż laptop. Kilka miesięcy temu zobaczyłam na youtube filmik, na którym ktoś używa iPada jako tabletu graficznego. I wtedy oszalałam na jego punkcie. Kilka wizyt w iSpocie i kilkadziesiąt obejrzanych recenzji później byłam już pewna, że jest to to czego szukam. Przypadek sprawił, że sprawdziłam ogłoszenia z okolicy na znanym serwisie i kilka kilometrów dalej ktoś sprzedawał go w idealnym stanie w zestawie z Apple Pencil, czyli rysikiem i smart keyboard czyli klawiaturą schowaną w obudowie. Dziś równie dobrze mogłabym sprzedać laptopa, bo iPad po prostu działa. Nie wiem jak to inaczej określić, robi to co ma robić, mieści się w torebce, wzniosł wygodę pracy na zupełnie inny poziom. Tablet graficzny Wacoma schowałam do szuflady, bo po prostu przestał być potrzebny.

Facet do wymiany

Jestem ogromną fanką kina francuskiego. Od ciężkich fimów takich jak ,,Nieodwracalne”, przez romantyczne i urocze produkcje w klimacie ,,Amelii” kończąc na ,,Żandarmie z St. Tropez”, który bawił mnie przez całe dzieciństwo. Kiedy dostałam zaproszenie na film ,,Facet do wymiany” nie obejrzałam trailera, aby nie psuć sobie zabawy. I to była doskonała decyzja, bo jak się okazało kompletnie źle zinterpretowałam tytuł.

Czy film jest dla wszystkich? Nie. Nie odnajdą się w nim osoby u startu dorosłego życia, nie będzie bawił nastolatków. Za to rodzice kilkulatków znajdą tu kilka mocnych punktów zaczepienia, mimo, że nie jest to film o rodzicielstwie. Nie będę psuć wam zabawy spoilerami, powiem tylko, że film zahacza o kwestie, które są tabu w dzisiejszej erze socialmedia gdzie wszyscy są zachwyceni swoim życiem i jesteśmy najlepszą wersją samych siebie. Tak, śmiejesz się, ale wiesz, że nie powinieneś. Gdybym miała podsumować film jednym zdaniem byłoby to brutalne starcie ,,ja idealnego” z rzeczywistością.

 

You Might Also Like...

1 Comment

  • Reply
    Korni
    6 lipca 2017 at 09:50

    Również uwielbiam francuskie kino i z chęcią zobaczę film. Dzięki za inspirację 🙂

  • Leave a Reply